Witajcie ;) Ostatnio głośno w internecie jest o Azjatyckiej pielęgnacji twarzy, nastało Boom na koreańskie i japońskie kosmetyki, w tym na maskę Pilaten.
Początkowo miałam zamawiać z internetu pełnowymiarowy produkt, bo cieszył się wyjątkowo dobrą sławą, jednak będąc w mojej ulubionej drogerii dostrzegłam próbki w dość korzystnej cenie. Po zakupie kilku sztuk nastała pora testów!
Zacznę od tego, że po odcięciu rożka, maska bardzo lała się z torebeczki, więc zrobił się bałagan. Sama aplikacja była całkiem okej, produkt nie zastygał od razu, więc mogłam nim pracować, tworząc równomierną warstwę na twarzy.
Po określonym czasie nastał moment ściągania maski. Delikatnie, powoli zdjęłam maskę i co? I nic. Zero efektu.
Przy następnej próbie, wcześniej potrzymałam twarz nad miską z gorącą wodą, by para rozszerzyła pory (takie informacje znalazłam w internecie, podobno efekt ma być lepszy), po czym ponownie założyłam maseczkę. Efekt był taki sam, jak za pierwszą próbą.
Nie wiem czy to ja coś robię nie tak, czy moja skóra jest jakaś inna, jednak ten produkt na mnie nie działa i bardzo się cieszę, że mogłam kupić próbki, a nie od razu wyrzucać pieniądze na pełnowymiarowy produkt, bo bardzo bym się zawiodła.
A jakie są Wasze doświadczenia z tą maską?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz